Sprzedawcy kłamstw cz. I

To wcale nie było bardzo dawno temu. Jednak dziś, kiedy wychodzę z domu, idę ulicami miasta, przechodzę przed witrynami sklepów, zaglądam do środka, pozwalam, aby spojrzenie ślizgało się po półkach regałów zapełnionych towarami, moje własne wspomnienia z dzieciństwa przeżywam, jak wtedy bajkowe opowieści, baśnie czy legendy. To już nie jest ten sam świat!

No tak, ale ja nie jestem ani pierwszym ani ostatnim, który zadumał się nad przemijaniem czasu i zmianami, które ono przynosi. A zmiany są takie, iż powiedzenie starożytnych „nihil novi sub sole” (nic nowego pod słońcem), chyba zupełnie się przedawniło …

Szedłem do małego sklepu, gdzieś na końcu wsi. Było w nim wszystko, co potrzebne do życia, w stosownych ilościach, w stosownych miejscach, w odpowiedniej jakości. O jakości jedzenia mówiły zapachy wypełniające sklep i smak, którego można było doświadczyć z hojnej ręki sprzedawcy i właściciela sklepu w jednej osobie. W tamtym czasie podstawową i może nawet jedyną formą reklamy prowadzonego przedsiębiorstwa był sam sprzedawca, jego obecność wpisana od wielu lat w życie tamtejszych ludzi, przewidywalna jakość spotkania i oferowanych towarów.

Biały ser pachnący serwatką, wędzoną szynkę, osełkę masła pakował w szary woskowany papier. Kiszone ogórki i kapustę do przyniesionego przez kupującego szklanego słoja. Kurze jajka odliczał z uwagą i pieczołowicie otulał każde z osobna skrawkami starej, pożółkłej gazety zanim umieścił je w papierowej torebce. Lampa naftowa kupiona u niego przetrwała 15 lat, a ręczne narzędzia do obróbki drewna pewnie nadal po 50 latach mogłyby być użyteczne, tylko ręce, które nimi posługiwały się odeszły już dość dawno w inną rzeczywistość. W przetrwałej z dzieciństwa pamięci to wszystko jest jeszcze nadal żywą, świeżą, namacalną prawie teraźniejszością.

Ale to tylko złudzenie. Populacje wielkich miast są jak owady. I tak też są traktowane. Masy ludzkie nęcone krzykliwą barwą, chemicznie wysterowanym zapachem, wzmacniaczem walorów smakowych „identycznym z naturalnym”; atakowane multimedialnymi reklamami i podprogowymi przekazami z ekranów telefonów komórkowych, tabletów, komputerów, telewizorów, ekranów kinowych i bilbordów. A za tym stoi coraz bardziej udoskonalana, oparta na najnowszych badaniach i odkryciach neurologii, psychologii i socjologii wiedza o sposobach zawładnięcia świadomością człowieka, zaszczepiania i pielęgnowania pragnień, przenoszenia poczucia tożsamości z być na mieć i tak, po mistrzowsku nakręcana sprężyna popytu, przynosi oczekiwany skutek rynkowy – jest odbiorca produktu!

Odbiorca stworzony, wychowany, utrwalony, zadbany i oddany sprawie nabywania „nowego”. Byle więcej, więcej, więcej !

Kto dzisiaj, w dobie multimedialnej reklamy, wielobarwnych opakowań o przeróżnych kształtach i ich podprogowych przekazów zaadresowanych do podświadomości potencjalnego klienta, zwróci uwagę na niepozorną, szarą torebeczkę lub pudełko wykonane z odzyskanego papieru? Kto oprze się potędze marketingu i poszuka samodzielnie rzeczywistej wartości ? Jest to bardzo trudne i dostępne tylko dla nielicznych.

Warunkiem jest rozpoznanie rzeczywistych WARTOŚCI w sobie. Codziennie we wnętrzach nas samych urzeczywistnia się w sposób doskonale skuteczny prawo przyciągania zgodnie z cechą podobieństwa. Co uznaję za wartościowe w moim własnym wnętrzu o tym mam pojęcie. Zyskawszy dla tego pojęcie, mogę to rozpoznać w zewnętrznym świecie, w moim otoczeniu. Posiadanie wartości, pojęcia dla tej wartości i pojęcia o tej wartości pozwala mi na jej rozróżnianie, postrzeganie i poszukiwanie w otaczającym mnie świecie.

(Dopiero z rozpoznanymi wartościami możliwe jest wyjście w świat, także na zakupy. Wartości w nas pozwalają na dokonywanie naszych wyborów. Aby nie dać się omotać wartościom pozornym, musimy mieć zachowane w pamięci jakieś znaczące doświadczenie zespolone z energią pozytywnej lub negatywnej emocji. Może to być bolesne doświadczenie porażki – emocjonalny ból przeżytego zawodu u dziecka, gdy przysłowiowa chińska zabawka, wymarzona, wyśniona, „bo taką samą ma koleżanka z klasy” rozpada się po pięciu minutach użytkowania. Może to być ból ciała poddanego toksycznym substancjom zawartym w restauracyjnym daniu lub półprodukcie z supermarketu i wysiłek dramatycznego odtruwania zapisany, jako cała gama silnych doznań przeżytych podczas godziny przymusowo spędzonej w toalecie. Może to być pamięć wspaniałego przyjaciela, niezniszczalnego pluszowego kotka, który przetrwał z naszego wczesnego dzieciństwa do późnych lat szkolnych, jako powiernik najskrytszych sekretów, a teraz stoi między książkami, przykurzony obok naszej fotografii w pokoju rodziców i ożywia dawną pamięć w czasie odwiedzin z powodu świąt lub niedzielnego obiadu.)

Jakie są moje osobiste wartości? Czego dla siebie pragnę? Czym umiem siebie obdarować? Co jest mi prawdziwie potrzebne, a co jest tylko wyrazem wewnętrznego niepokoju lub neurotyczną odpowiedzią na nieuświadomione wewnątrz mnie?

autor:lek.med.Robert Zawiślak

c.d.n.

Script logo